„Opętany los” (opowiadanie) – część druga

Niedawno opublikowaliśmy fragment opowiadania o Lily, Adamie i tajemniczym kapitanie. Czas na drugą – i zarazem ostatnią – część tej historii. Jesteście ciekawi zakończenia?

Adam

Wstajesz, dotarłeś do portu. Boli cię głowa. Włączasz telewizor, a potem wiadomości. Jednak to, co widzisz, przypomina bardziej apokaliptyczny film niż serwis informacyjny. W Nowej Zelandii wybuchła pandemia, ludzie zmieniają się w istoty żądne krwi. Myślisz o Lily, martwisz się o siostrę. Nagle rozlega się dźwięk telefonu – szef. Odbierasz i dowiadujesz się, że wraz z innymi wybitnymi funkcjonariuszami lecisz do Auckland.

Chwilę później lądujesz na lotnisku. Wysiadasz z samolotu. Wita cię najwyższy nowozelandzki żołnierz, ale go ignorujesz. Twój mózg już walczy, już czujesz, jak każdy twój zmysł powoli się wyostrza, już wiesz, że jesteś jak drapieżnik pozbawiony jedzenia przez tydzień. Słońce powoli zachodziło, a ty dopiero się budzisz, nie ze snu, a do życia. Czujesz, jak przysadka mózgowa zaczyna produkować adrenalinę, która krąży wraz z twoją krwią, dodając ci energii oraz trzymając powieki otwarte. Lepsza niż kofeina, czysta naturalna energia.

\Wsiadasz do opancerzonego pick-upa, odjeżdżasz w stronę hotelu, gdzie miała zatrzymać się Lily. Po drodze patrzysz, jak krucha jest cywilizacja. Porządek świata jest dla ciebie jak tajemnica owiana cieniem mroku. Widzisz, że wystarczy mały zarodnik, aby zmienić bieg wydarzeń. Spekulacje i przewidywania nic nie znaczą, kiedy dziś staje się przyszłością pisaną przez opętany los. Patrzysz na teraźniejszość i boisz się, że takie jest przeznaczenie świata. Każdy człowiek ma zapisane to, że umrze, ale czy w tych istotach nie ma żywych? Z prochu powstali, ale czy na pewno się w niego obrócili? Czy na pewno otrzymali łaskę śmierci, przypisaną nam z dniem urodzin? Boisz się tego, że w nich ciągle jest istota ludzka, że ona ogląda potworności, jakie robi jej ciało.

Obserwujesz je, stwory biegające po dachach. Są szybkie. Ale ty jesteś lepszy, wiesz to. Znasz i kochasz to uczucie, kiedy wszystko jest zależne od ciebie. Nie masz partnera, nikogo, kto by ci pomógł w razie potrzeby. Jesteś jak drzemiący w tobie kapitan. Zdany tylko na siebie. Przemierzający nieznane wody. Z tą różnicą, że znasz swój cel. Masz znaleźć Lily, tylko to się dla ciebie liczy. Widzisz jej imię za każdym razem, kiedy zamykasz oczy, jest to wyryte na twoich powiekach.

Jesteś na miejscu. Przed hotelem widzisz ogromną dziurę, najprawdopodobniej skutki nieudolnej walki nowozelandzkich żołnierzy. Nie wygracie z tym – myślisz. Bierzesz głęboki oddech. Przeładowujesz broń. Zimno. Czujesz zapach śmierci w powietrzu. Znasz tę słodko-kwaśną, przepełnioną stęchlizną, woń. Stajesz się jeszcze bardziej pobudzony. Robiłeś to miliony razy – kopniak w drzwi, ostrzegawczy krzyk i strzał w sufit. Rozglądasz się po pomieszczeniu. Myślisz, jak do tego doszło, że cały pokój opływa w krwi. Patrzysz na podłogę – dwa ciała żołnierzy, jeden z nich nie ma głowy. Spoglądasz trochę wyżej, zauważasz ogromną dziurę w ścianie. Widać przez nią szopę na tyłach posesji. Droga od wyrwy do składziku jest pokryta śladami krwi. Idziesz tam.

Schizofrenik żyjący w twojej duszy żywi się cierpieniem. Ponieważ masz mroczne obawy, zaczyna się przebudzać. Uchylasz drzwi, jesteś w środku. Jest tu, patrzysz na nią. Coś jest inaczej… Wygląda na zimną, pozbawioną życia, a ruszającą się. Jeszcze raz na nią zerkasz, potwierdzasz swoje przypuszczenia – została opanowana mordem. Jest blada, umorusana krwią, trzyma w ręku ludzki łeb. Stoi do ciebie plecami. Łamie ci się serce. Ponownie przed twoimi oczami wirują obrazy Jimmy’ego, Merry oraz siostry sprzed paru tygodni.

Dzięki widokowi przemienionej Lily kapitan wyrusza w rejs po niezwykle wzburzonym oceanie cierpienia. Rozbija fale dziobem. Jednocześnie jest gniewem i zemstą. Stoi za sterami i złowieszczo się śmieje. Bawi się twoją udręką, osładza swoją tułaczkę. W jednej ręce trzyma butlę rumu. Wpatruje się w burzę i czeka na pożywienie, które da mu twoja decyzja. Musisz wybrać, czy zabić siostrę i wypełnić zleconą ci misję, czy ją oszczędzić i pozwolić żyć jej ciału pozbawionemu duszy. W tym momencie wrak uderzył w skałę i zaczyna się zatapiać. Każdy twój wybór zada ci ból i nakarmi schizofrenika. Nieważne, co zrobisz, zostaniesz sam. Wyciągasz pistolet, mierzysz w stronę Lily. Trzęsie ci się ręka. Masz problemy z wycelowaniem. Ona się odwraca, teraz patrzysz w jej błękitne oczy, które są jak letnie niebo. Wlepia je w ciebie. Jej wzrok wygląda, jakby chciał coś powiedzieć. Nie jest jak całe ciało, jest ludzki…

Lily

Otaczał mnie mrok. Ciemność przyprawiająca o ciarki, które przypominały biegające po plecach stado mrówek. Czułam się słabiej. Jakby pobudzone zmysły znowu zostały uśpione. Nagle coś upadło, a dźwięk temu towarzyszący rozszedł się z echem. Poczułam dotyk na ramieniu. Krew zaczęła mi szybciej krążyć, a serce przyspieszyło. Tak, to jest strach, czuję go. Odwróciłam głowę. Zobaczyłam wielką czarną postać, a raczej jej kontury. Wyraźne były tylko czerwone ślepia, wyróżniające się w ciemnicy. Uśmiechnął się do mnie i złapał drugą dłonią, a następnie pociągnął do siebie. Czułam siłę tego ruchu, upadaliśmy razem pod dolną granicę mroku.

Znaleźliśmy się znowu w Nowej Zelandii, dokładniej w szopie, gdzie widziałam siebie, Adama oraz jakąś ciemną sylwetkę. On dalej przenikliwie się do mnie szczerzył. Pstryknął palcami i znowu poczułam się silna. Pierwotna moc wróciła. Poczułam smak krwi brata. Słyszałam, jak transportuje tlen po całym organizmie. Ogarnęła mnie żądza mordu. Patrzyłam na czaszkę Adama, wiedziałam, że kryje pyszny mózg…

Tajemniczy osobnik zesłał na mnie wizję, że tępy nóż błyszczy w mojej dłoni, że głód przejmuje nade mną kontrolę, że jestem w transie. Trzymam brata za włosy tak, że jego głowa powoli kołysze się. Wiedział, że wszystko zależy ode mnie. Przykładam mu tępe ostrze do skroni i przyciskam. Lekki skrzyp i ręce pokrywają mi się krwią, a on zaczyna się rwać. Cały pokój zostaje przepełniony krzykiem Adama, który przypomina falę tsunami zalewającą miasto, niewyobrażalnie szybko i skutecznie. Sztyletem zaczęłam kreślić krąg na głowie brata, powoli przebijałam się przez włosy i skórę, gdy on powoli sztywniał. Tak wygląda śmierć. Wyprana z uczuć odkleiłam to, co odcięłam od ciała. Żeby dostać się do mózgu, musiałam jeszcze przejść przez barierę w postaci czaszki. Z całej siły uderzyłam głową Adama o posadzkę. Tak mogłam się dostać do najsmaczniejszej części ciała. Wzięłam głęboki wdech, poczułam krew. Wyrzuciłam z ręki nóż i powoli nachyliłam się nad obiadem. Bez pośpiechu zanurzyłam w tym zęby. Gdybym musiała opisać, jak wygląda taki posiłek, to czułam się jakbym żuła gumę i jednocześnie jadła najlepszy przysmak w życiu. Połykałam kawałek po kawałku. Poczułam, jak siła rozeszła się po całym moim ciele. Była w każdym koniuszku, każdej kończynie. Serce zamiast krwi pompowało moc, a w żyłach płynęła nieograniczona potęga.

Zaczęłam walczyć z tą wizją. Martwiłam się tym, jaką uciechę mi to sprawiło. On przestał się uśmiechać. Jego twarz ułożyła się w zdenerwowaną minę. Zrozumiał, że nie chcę zabić brata, że pokonałam to, co zesłał na moją wyobraźnię. Jego kontury nabrały kształtu. Zaczął biec w moim kierunku. Kiedy znalazł się kilka milimetrów przede mną, rozpłynął się. Stałam i patrzyłam na Adama. Mierzył do mojego ciała z broni. Trząsł się cały. Gdyby pociągnął za spust, nie miałabym mu tego za złe. Bałam się sama siebie.

Adam

Kapitan jest już prawie najedzony, jego statek niemal cały się zanurzył. Patrzysz jej jeszcze raz w oczy, czujesz gigantyczny ból. Trochę tak, jakby Amor pomylił strzały i zamiast miłością trafił czystym cierpieniem. Schizofrenik, nieustannie śmiejąc się, stoi dumnie na czubku wraku i mierzy szablą w niebo. Zdecydowałeś się, pociągasz za spust. Wszystko zwalnia, słyszysz ten huk, widzisz lecący pocisk, który uderza prosto w serce. Lily upada martwa. Syty kapitan odchodzi na dno wraz ze swoim dziurawym statkiem. Pogrąża się w wodach cierpienia, zostawiając cię bez uczuć. Nie jesteś nawet w stanie jej opłakiwać. Padasz na kolana. Nie chcesz żyć sam otoczony bólem. Patrzysz na narzędzie, które pozbawiło życia jedyną znaczącą coś dla ciebie osobę. Przykładasz lufę do skroni. Drugi raz pociągasz za spust.

Lily

Tutaj jest pięknie, obserwuję nareszcie szczęśliwego Adama.

Adam

Jesteś z nią, widzisz Jimmy’ego i Merry.

Loading

Avatar photo

Jakub Ciniewicz

Od zawsze fascynowało mnie występowanie przed kamerą i trzymanie mikrofonu w ręce. Uwielbiam uczestniczyć w wydarzeniach na żywo, gdzie mogę działać spontanicznie i angażować się bezpośrednio w kontakt z rozmówcą i publicznością. Zakończyłem swoją przygodę ze Szkołą Podstawową w Parzęczewie, a naukę kontynuuję w Liceum Uniwersytetu Łódzkiego. Mam nadzieję, że kiedyś zobaczycie mnie nie tylko na swoich ekranach, ale również jako aktywnego uczestnika różnorodnych wydarzeń, gdzie będę mógł spełniać się jako młody dziennikarz na waszych oczach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *